Dlaczego ateistka?

Dawno temu, lat ponad…no w sumie to nieważne, jeszcze mi ktoś powie, że ludzie tyle nie żyją ;) , w katolickiej rodzinie urodziła się dziewczynka, czyli ja. Rodzice wychowywali jak umieli, załóżmy, że nie najgorzej im to wyszło. Starali się wpoić potomstwu, bo i brat starszy był w owej rodzinie, porządne wartości, czyli szacunek dla ludzi, uczciwość i tym podobne. Matuś (ojciec stanowczo mniej) do kościółka goniła, gdyż sama głęboko wierząca, a i blisko było (rzut beretem), więc czemu nie. No i pacholę owo tak tuptało do tego kościoła, słuchało (lub nie) kazań, deptało również ścieżynkę wiodącą do salki katechetycznej dwa razy w tygodniu, gdzie ksiądz albo katechetka wmawiali, że wiara to droga do zbawienia, że trzeba być porządnym i posłusznym chrześcijaninem, katolikiem, bo jak nie, to czeka nas piekło, a w nim kotły ze smołą i potworne diabły, których widok przerażał potwornie. Wizje przerażające przed małoletnimi były rozwijane i stawiane w sprzeczności z niebem, które miało być nagrodą za bogobojne życie. I cóż taka małolata zrobić miała? Matula do świątyni goniła, a tam ksiądz nie pozostawiał żadnych wątpliwości, co do tego, jaka droga jest najwłaściwsza.

Wszystko było albo straszne, albo piękne. Duży wybór, prawda? :)

I w takiej indoktrynacji lat kilkanaście przebiegło, zanim zaczęłam myśleć samodzielnie. Pierwsze wątpliwości pojawiły się w wieku młodzieńczym, gdy jako uczennica już szkoły średniej zamieszkałam w internacie i już tylko w niedzielę dawałam się rodzicielce do kościółka zagonić. Coraz więcej wiedziałam na temat innych religii, więc musiało pojawić się pytanie; dlaczego akurat ta jest właściwa, skoro tyle ludzi na świecie wyznaje inne wierzenia i też są przekonani o ich słuszności. A katolicy uważają oczywiście, że inne religie są bzdurne i złe, jedynie ich wiara jest poprawna i jej wyznawanie prowadzi prościutko do zbawienia. :)

Tych największych wyznań, zrzeszających największą ilość wiernych na świecie jest kilka: judaizm, konfucjanizm, buddyzm, hinduizm, chrześcijaństwo i islam, to chyba te najliczniejsze religie. Każda z nich inaczej przedstawia Boga lub bóstwa, inaczej podchodzi do zagadnień dotyczących człowieka i jego relacji z bóstwami. Która mówi prawdę, skoro każda zarzeka się, że to właśnie ona jest prawdziwa i jedyna?

Tego dylematu bezstronnie rozstrzygnąć się nie da, więc był czas, że wymyśliłam sobie rozwiązanie wydawałoby się idealne i jakiś czas taka myśl mi wystarczała. Otóż doszłam do konkluzji, wówczas wydawało mi się, że słusznej, że tak właściwie to Bóg jest jeden, tylko w różnych religiach różnie się go nazywa, różnie czci i tyle. Nawet świętych z religii chrześcijańskiej jakoś sobie poustawiałam z mnogością bóstw w innych religiach, bo to w końcu w każdej jakiś szef tychże bogów był, a tych pomniejszych do świętych porównałam. Proste wydawałoby się to rozwiązanie na jakiś czas mi wystarczyło, jednak ponownie mnóstwo pytań się zaczęło kłębić.

Ale po kolei…

Na wspomnianych katechezach dowiadywałam się, że Bóg jest jedyny, bo nie ma i nie może być innego, no i to kłóciło się potwornie z tym, że jednak były religie politeistyczne, a i te monoteistyczne jakoś albo świętych, albo proroków czciły oddając im cześć boską (że o obrazkach i różnej maści symbolach nie wspomnę).

Szokujące i całkowicie odbiegające od rozumowego poznawania świata było to, że podobno Bóg jest wieczny, bo nie miał początku i końca mieć nie będzie. I tu rodzi się pytanie. Skoro był zawsze, miliardy, sekstyliardy i tak dalej… lat temu, to dlaczego Ziemię i ludzi sobie podobnych stworzył tak późno? Nie czuł się samotny? A może egoistycznie ów świat chciał mieć tylko dla siebie?

Zdaniem religii Bóg jest również niezmierzony, bo wszędzie jest obecny. Skoro jest wszędzie, to dlaczego nie reaguje, gdy gdzieś dzieje się zło? Podobno jest też wszechmocny, więc mógłby. Nie chce mu się? Lubi patrzeć na nieszczęście? Gdyby tak było, to zrozumiałabym ludzką zawiść, bo przecież na podobieństwo Boga podobno stworzeni jesteśmy,. ;) Tu od razu zaznaczmy, że podobno Bóg jest sprawiedliwy, bo za dobre wynagradza, a złe karze. Szczerze mówiąc tu szczęka opada mi zupełnie. Po pierwsze jeśli za dobro nagradza, a za zło karze, to jak wyjaśnić nieszczęścia przytrafiające się małym dzieciom, ludziom dobrym? Ba, nieszczęścia, to mało powiedziane. Na świecie jest tyle wojen, głodu, tragedii i mam rozumieć, że te klęski dotykają złych tylko? Głodujące i ginące w wojnach dzieci też czymś zawiniły? Przecież historia ludzkości, to historia konfliktów, wojen, wyzysku, okrucieństwa. I ja mam rozumieć, że to wszystko dotyka ludzi złych? Był niegrzeczny, więc go rozstrzelać, nie słuchał mamy, to niech głoduje?

Tak teraz sobie myślę, że najlepsi na świecie są biskupi i inni hierarchowie kościelni, bo oni w luksusach bezpiecznie sobie żyją, jest im dobrze, niczym się nie martwią, bo przecież wierni im te luksusy zapewniają. I nieważne, że często przynoszą na tacę ostatni „wdowi grosz”.
Zapomniałabym… Bóg jest jeszcze miłosierny, bo przez przebaczenie i litość najpełniej okazuje swoją wszechmoc. Dziwne, że tylko wybrańcom, nieprawdaż? Jeśli taki miłosierny i wszechmocny, to dlaczego całemu złu świata nie stara się zapobiec???
Ach prawda, Bóg dał człowiekowi „wolną wolę”. Czyli ja jestem dobry, wszechmocny, sprawiedliwy i miłosierny, ale ty człowieku rób, co chcesz? To po co Bogu ta wszechmoc i miłosierdzie, skoro nic z tym nie robi?
I tu ponownie pasują mi słowa Tadeusza Kotarbińskiego: „W obliczu ogromu zła na świecie, byłoby bluźnierstwem posądzać Boga o istnienie.”

Pytań rodziło się mnóstwo, nie sposób wszystkie je tu przytoczyć. Podejrzewam, że każdy myślący człowiek je sobie zadaje. Te wszystkie pytania, ale nie tylko one, spowodowały, że moja wiara słabła. Do tego doszło logiczne myślenie, nauka, która zaprzecza istnieniu jakiejkolwiek istoty transcendentalnej, która miałaby stworzyć świat. Przyznam, że naukowe wyjaśnienie powstania świata przemawia do mnie bardziej, wiara więc w jakiekolwiek bóstwa, moim zdaniem, jest nielogiczna, sprzeczna z rozumem.

Jeśli zaś ktoś mi powie, że przecież na Ziemi jest mnóstwo zjawisk, których nauka wyjaśnić nie może i jedynym wyjaśnieniem ich powstania jest przypisanie ich boskiemu działaniu, to odpowiem tak, jak już napisałam w jednym z wcześniejszych wpisów, że nauka się rozwija. Ileś tam lat temu ludzie nie byli w stanie wyjaśnić sobie wielu zjawisk przyrody, których przyczynę dzisiaj znamy. Wówczas też przypisywano je działaniom różnych bogów, a dzisiaj już wiemy, że to normalne zjawiska przyrodnicze. I tak jest z dzisiaj niewyjaśnionymi zjawiskami. Za jakiś czas nauka poda nam ich rozwiązanie, wystarczy tylko, że naukowcy pokonają kolejne etapy rozwoju ludzkiego umysłu.

Jednak tym, co równie mocno przekonało mnie do tego, że stałam się ateistką, to postępowanie kleru, duchowieństwa, Kościoła jako instytucji pełnej hipokryzji i zakłamania, wykorzystującej emocjonalnie podległych sobie wiernych, mamiącej ich jakimiś zyskami w niebie, by wykorzystać maksymalnie ich naiwność.

Ale to już temat na kolejny wpis.
Pozdrawiam
Maria

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>