Kiedyś na Facebooku…

Swego czasu pewien rozmówca (rozmówca to raczej szumne określenie, gdyż rozmowa polegała na obrażaniu mnie przez niego) z owego portalu sprowokował mnie do zamieszczenia takiego listu do znajomych:

List otwarty do wszystkich moich znajomych, bliższych, dalszych, tych, co mnie troszkę lubią i tych, co łypią nienawistnie na moje oblicze!

Kochani, nie łudzę się i domyślam się, że i jedni i drudzy są w gronie moich znajomych tu na Facebooku. Słów parę chcę napisać, wyjaśnić kilka spraw, a skłoniła mnie do tego niedawna konwersacja z jednym z moich adwersarzy (jakby co, to słownik wyjaśni niektórym znaczenie tego słowa). Dowiedziałam się w tej dyspucie, że jestem nienawistną i plująca jadem istotą, ot tak, bez dania racji, bez zrozumienia moich intencji, no i podobno czytać ze zrozumieniem nie potrafię.  No, a o co poszło, a o moje poglądy
i wstawiane posty. Jednak już nad tą rozmową rozczulać się dalej zamiaru nie mam, natomiast ewentualnym adwersarzom słów parę wyjaśnienia chcę przekazać.

Zacznę od tego, że jestem ateistką. I proszę tych, którzy w tym momencie zazgrzytali już zębami dusząc w ustach nieparlamentarnych słów rzesze, żeby jednak do końca przeczytali ten tekst, zanim mnie odsądzą od czci wszelakiej. Zapewne nie wszystkim podobają się wstawiane przeze mnie posty i ja to świetnie rozumiem. Ja również nie wszystkie posty moich znajomych darzę sympatią, czasem mnie też denerwują, ale
z szacunku, jakim jednak ludzi darzę, nie komentuję. Dwa razy zdarzyło mi się usunąć ze znajomych ludzi, których posty naruszały normy współżycia społecznego i treści w nich zawarte można było zaliczyć do wręcz faszystowskich. Usunęłam i już, nie widzę, co wstawiają, ciśnienie dzięki temu mam w normie i jest dobrze. Tę samą metodę polecam tym, których urażają wstawiane przeze mnie treści i moje komentarze. Z drugiej strony zachęcam do dyskusji, ale takiej rzeczowej, zgodnej z zasadami dyskutowania, gdy atakujemy temat, a nie siebie nawzajem.

Zapewne niektórych z Was zszokowało to, że napisałam, iż jestem ateistką. Tak, to prawda. Jednak zwracam uwagę niektórym, że ateista to nie jest wróg osób wierzących, jak często niestety sugeruje Kościół. To nie jest tak, że nienawidzę ludzi wierzących, że „zieję nienawiścią i pluję jadem”(cytat z wypowiedzi wspomnianego adwersarza) w kierunku tych, co wierzą w Boga. Szanuję to, szanuję ludzi wierzących, ale tych tak naprawdę wierzących, a nie tych, którzy dla pokazania nowej kiecki, nowego samochodu, butów, płaszcza, fryzury, czy czegokolwiek innego pomykają
z dumnie uniesioną głowa co niedzielę do kościoła i rozglądają się, czy aby na pewno wszyscy to widzą, no i czy to widzi najbliższy sąsiad i czy już go skręca z zazdrości. Oj dobrze wiecie, że wielu ludzi jedynie w tym celu na modły zbiorowe w świątyni się zbiera. „Żarliwie” modlą się, gdy inni widzą, a zaraz po wyjściu z kościoła obsmarowują wszystko, co tylko się rusza i na drzewo nie ucieka. Pełno takich ludzi i trudno ich szanować, przyznajcie sami.

Moja droga do takiej akurat postawy życiowej była długa, okraszona wieloma sytuacjami, z których doświadczenie właśnie pozwoliło mi wyciągnąć wnioski i podjąć pewne decyzje. Trochę lat na karku już mam, więc chyba trudno mi zarzucić, że mój ateizm to pochopna i nieprzemyślana droga. Nie chcę wnikać za bardzo w istotę takiej decyzji, ale przyznam, że i obecna postawa Kościoła i wielu, ale nie wszystkich oczywiście, duchownych także do takich moich poglądów się przyczyniła. Zauważam hipokryzję w Kościele, więc o tym mówię. Nie odpowiada mi to, że hierarchowie kościelni za bardzo starają się dyrygować życiem publicznym traktując jednocześnie lud jak ciemną, bezmyślną masę, więc moim prawem jest o tym mówić i pisać. Jeśli komuś to nie odpowiada, to jego sprawa, ja natomiast mam prawo otwarcie się takim poczynaniom sprzeciwić.
A względem owej nienawiści, to uczucie mi jednak mało znane. Jakoś szkoda mi życia, tak w końcu krótkiego, na to, by zionąć do kogokolwiek nienawiścią, nie nienawidzę i nie nienawidziłam więc nikogo(no może poza tą małpą, która jakoś 45 lat temu
w przedszkolu wycięła mi grzywkę dziecięcymi nożyczkami do papieru, no dobrze, za moją zgodą, ale to ja potem na zdjęciu z zabawy mikołajkowej wyglądałam jakby mi pies te włosy wygryzł). Na nienawiść czasu najzwyczajniej szkoda, poza tym staram się pozytywnie do życia podchodzić i nawet jeśli kogoś nie lubię z jakiegoś powodu, to nie rozpamiętuję tego i przechodzę nad tym do porządku dziennego, gdyż czas płynie nieustannie.

Przypominam jednak, że człowiekiem jestem myślącym, taki ze mnie Homo sapiens (sapiens szczególnie wtedy, gdy ktoś mnie sprowokuje do łażenia po górach, czego nie lubię), tak więc rozum mam. Myślec potrafię, a skoro myślę, to i zdanie swoje na różne sprawy mam. Mam prawo je wyrażać, podobno Polska to kraj demokratyczny, więc
i nikt zabronić mi nie może te poglądy głosić. W poglądach tych nie obrażam personalnie nikogo, a Ci, którym te poglądy się nie podobają, mogą ich najnormalniej nie czytać, jak już wcześniej napisałam.

I tylko raz jeszcze podkreślę, że jeśli ktoś chce dyskutować, to niech napisze, że nie zgadza się z moimi poglądami i niechże przedstawi swoje, a niegrzeczne jest pisać, że moje wypowiedzi są niskich lotów, bo to już jest obraźliwe, a w dyskusji atakujemy temat, a nie siebie, ale…o tym już chyba też pisałam.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, i tych, którym moje poglądy pasują, jak również tych znajomych, którym one nie odpowiadają. Wszystkim Wam życzę radości, spokoju, dystansu do życia i uśmiechu każdego dnia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>