O finansowaniu religii w szkole ciąg dalszy

Spokojny, wyważony wywiad na powyższy temat. Polecam! :)

http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/nie-finansowaniu-religii-z-budzetu-panstwa,181251.html

Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

Religia w szkole

To ostatnio bardzo popularny temat, a to w związku z projektem obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej o zniesieniu finansowania religii z budżetu „Świecka szkoła” .  No i oczywiście temat ten budzi wielkie i niezdrowe emocje, szczególnie po stronie przeciwników tej inicjatywy.
A sprawa jest bardzo prosta, bo nie chodzi o to, żeby wyrugować religię ze szkoły, chociaż moim zdaniem to byłby dość mądry i rozsądny krok, ale pomału. W tejże inicjatywie chodzi wyłącznie o to, żeby religia nie była finansowana z budżetu, czyli pieniędzy wszystkich podatników, a finansowanie to niech przejmą związki wyznaniowe i zainteresowani religią rodzice. Uważam, że to uczciwe podejście, gdyż po pierwsze władze oświatowe nie mają wpływu na program nauczania, nie kontrolują procesu nauczania, nie decydują o tym, kto naucza. Dlaczego więc ma to być finansowane z pieniędzy publicznych?
Tak wygląda projekt tej ustawy:


http://liberte.pl/swiecka-szkola-projekt-ustawy/

Akcja do 30 września tego roku zebrała ponad  sto tysięcy podpisów i jej inicjatorzy na początku października złożą ten projekt w sejmie, w biurze podawczym.
Oczywiście, jak można było przewidzieć, inicjatywa ta uważana jest za atak na Kościół, wiarę, katolików i wszystko, co z tym związane.
Najlepszym tego przykładem jest rozmowa w programie „Tak jest”.
O tym, czy pieniądze na religię powinno dawać państwo rozmawiali w tym programie; Wanda Nowicka (Zjednoczona Lewica) i Marian Piłka (Prawica RP). Sądzę, że pan Piłka nie za bardzo wiedział, o czym mowa, a jedynie powtarzał jakieś z kosmosu wzięte formułki o ataku na konstytucję. Natomiast jego stwierdzenie, że jeśli ateiści chcą mieć szkołę bez religii, to niech ją sobie stworzą, zwala z nóg poziomem głupoty, nietolerancji i nieznajomości prawa w Polsce.


http://www.tvn24.pl/tak-jest,39,m/jak-i-czy-finansowac-nauke-religii,581747.html


Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

Nie Ma Żartów … z Kościołem

Bez komentarza pozostawię świetny wywiad, jakiego w programie Elizy Michalik „Nie Ma Żartów” udzielił aktor Krzysztof Pieczyński. Polecam serdecznie.



Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

Obraza uczuć ateisty

Rozdział XXIV. Przestępstwa przeciwko wolności sumienia i wyznania

Art. 194. Dyskryminacja wyznaniowa

Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo bezwyznaniowość,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Art. 195. Złośliwe przeszkadzanie aktom religijnym

§ 1. Kto złośliwie przeszkadza publicznemu wykonywaniu aktu religijnego kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto złośliwie przeszkadza pogrzebowi, uroczystościom lub obrzędom żałobnym.

Art. 196. Obraza uczuć religijnych

Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Tyle mówi prawo, a jak to wygląda w praktyce? Otóż praktyka wygląda tak,   że z przytoczonego powyżej rozdziału kodeksu karnego dziwnym trafem wyłuskuje się jedynie ten fragment, który chroni uczucia osób wierzących,           a działa to w ten sposób, że wystarczy, iż ktoś poczuje się urażony czyjąś wypowiedzią, czynem i machina sprawiedliwości wraz z pełnym oburzenia społeczeństwem ( na szczęście już nie całym) wymierza karę delikwentowi, który tychże słów lub czynu śmiał się dopuścić. Całe szczęście, że jeszcze niektórzy sędziowie zachowują zdrowy rozsądek i nie wszystkie czyny oburzające katolików uznają za obrazę uczuć religijnych, ale i prawdą jest, że nad każdym zgłoszeniem pochylić się muszą, a takie pochylenie się jest jednak kosztowne, co obarcza publiczne pieniądze, więc wszyscy za to płacimy. Nawet wówczas, gdy obrażony osobnik zgłasza, że nowy prezydent miasta ze SWOJEGO gabinetu usuwa w kulturalny sposób portret całkiem nowego               i bliskiego polskim katolikom świętego. 

Gdyby ktoś przyszedł do mojego domu, porządził i pozmieniał w moim domu umeblowanie, wystrój, to mogłabym mieć o to do niego pretensje, ale jeśli robi to u siebie, to jego prawo. To, moim zdaniem, dotyczy też urzędów. Ta sprawa była wręcz kuriozalna, ale … taki mamy klimat. ;)

Dziwi mnie jednak to, że absolutnie nikt nie zastanowi się nad tym, że umieszczanie różnej maści symboli religijnych w miejscach publicznych może obrażać uczucia ateistów. Czy my nie mamy uczuć? Czy nas prawo nie broni? Wygląda na to, że w art. 194 kk nikt nie zauważa słowa „bezwyznaniowość” lub jest ono dla prawa jedynie zbitkiem kilku liter i nie ma sensu się nim przejmować. Ale to słowo tam jest!!!

Artykuł ten brzmi:

Art. 194. Dyskryminacja wyznaniowa

Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo BEZWYZNANIOWOŚĆ,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Dlaczego więc nikt tego zapisu nie respektuje? Dlaczego na każdym kroku spotykam się, a to z religijnymi symbolami w miejscach publicznych, w publicznych urzędach, szkołach, miejscach kultury? Dlaczego te wizerunki są mi narzucane? Jak to jest, że brak takiego wizerunku w miejscu publicznym uraża uczucia religijne, a jego nadmiar nie jest nadużyciem w stosunku do osób niewierzących?
Czy ateiści nie mogą bronić swoich uczuć? Czy musimy zgadzać się na powszechne wywieszanie krzyży i obrazków, bo jesteśmy mniejszością i nasze zdanie się nie liczy? Na to wygląda, że rację ma większość, a to już naruszenie demokracji i praw człowieka, gdyż liczy się każdy człowiek, a miejsce publiczne, jakim zapewne jest każdy urząd, powinno szanować uczucia wszystkich. Wieszanie w nich więc symboli jakiejkolwiek religii narusza zasadę współżycia społecznego, zasadę rozdziału Kościoła i Państwa, no i ponadto jest wielkim nietaktem wobec osób niewierzących.
My ateiści też mamy uczucia i też chcemy ich bronić. Obraża nas obwieszanie każdego miejsca publicznego religijnymi symbolami, obraża nas to, że otwarcie jakiegokolwiek urzędu, miejsca kultury, imprez kulturalnych na terenie kraju musi być powiązane z poświęceniem, a więc z posługą panów w czarnych sukienkach. Zastanawiam się nad sensem tegoż i szczerze mówiąc do tej pory mnie to wyłącznie śmieszyło, ale teraz jest już to niepokojący objaw. No a pamiętajmy, że owi panowie w czarnych kieckach za darmo tego nie robią, więc tym bardziej to dziwne w państwie podobno szanującym swoich wszystkich obywateli.
Religia i związane z nią obrzędy powinny być dla każdego sprawą prywatną i obnoszenie się, głównie słownie, z tym, zaprzecza idei każdej religii. Ja ateista, uważam, że powinno się tę religię głosić swoim postępowaniem, uszanowaniem jej zasad, a więc i szacunkiem dla każdego człowieka i to, czy w pobliżu wisi krzyż, czy nie, nie powinno być wyznacznikiem wiary. A ja odnoszę wrażenie, że ludzie wierzący bez krzyża i świętych obrazków w ogóle w swojej wierze są zagubieni i dlatego tak walczą o ich obecność wokoło.
Pamiętajmy, że ateiści też mają uczucia i nieuszanowanie ich jest również przestępstwem z punktu widzenia prawa, a jakoś nawet ci, którzy na straży tego prawa stać mają, zdają się o tym nie pamiętać.
Pozdrawiam
Maria
Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

Dlaczego ateistka?

Dawno temu, lat ponad…no w sumie to nieważne, jeszcze mi ktoś powie, że ludzie tyle nie żyją ;) , w katolickiej rodzinie urodziła się dziewczynka, czyli ja. Rodzice wychowywali jak umieli, załóżmy, że nie najgorzej im to wyszło. Starali się wpoić potomstwu, bo i brat starszy był w owej rodzinie, porządne wartości, czyli szacunek dla ludzi, uczciwość i tym podobne. Matuś (ojciec stanowczo mniej) do kościółka goniła, gdyż sama głęboko wierząca, a i blisko było (rzut beretem), więc czemu nie. No i pacholę owo tak tuptało do tego kościoła, słuchało (lub nie) kazań, deptało również ścieżynkę wiodącą do salki katechetycznej dwa razy w tygodniu, gdzie ksiądz albo katechetka wmawiali, że wiara to droga do zbawienia, że trzeba być porządnym i posłusznym chrześcijaninem, katolikiem, bo jak nie, to czeka nas piekło, a w nim kotły ze smołą i potworne diabły, których widok przerażał potwornie. Wizje przerażające przed małoletnimi były rozwijane i stawiane w sprzeczności z niebem, które miało być nagrodą za bogobojne życie. I cóż taka małolata zrobić miała? Matula do świątyni goniła, a tam ksiądz nie pozostawiał żadnych wątpliwości, co do tego, jaka droga jest najwłaściwsza.

Wszystko było albo straszne, albo piękne. Duży wybór, prawda? :)

I w takiej indoktrynacji lat kilkanaście przebiegło, zanim zaczęłam myśleć samodzielnie. Pierwsze wątpliwości pojawiły się w wieku młodzieńczym, gdy jako uczennica już szkoły średniej zamieszkałam w internacie i już tylko w niedzielę dawałam się rodzicielce do kościółka zagonić. Coraz więcej wiedziałam na temat innych religii, więc musiało pojawić się pytanie; dlaczego akurat ta jest właściwa, skoro tyle ludzi na świecie wyznaje inne wierzenia i też są przekonani o ich słuszności. A katolicy uważają oczywiście, że inne religie są bzdurne i złe, jedynie ich wiara jest poprawna i jej wyznawanie prowadzi prościutko do zbawienia. :)

Tych największych wyznań, zrzeszających największą ilość wiernych na świecie jest kilka: judaizm, konfucjanizm, buddyzm, hinduizm, chrześcijaństwo i islam, to chyba te najliczniejsze religie. Każda z nich inaczej przedstawia Boga lub bóstwa, inaczej podchodzi do zagadnień dotyczących człowieka i jego relacji z bóstwami. Która mówi prawdę, skoro każda zarzeka się, że to właśnie ona jest prawdziwa i jedyna?

Tego dylematu bezstronnie rozstrzygnąć się nie da, więc był czas, że wymyśliłam sobie rozwiązanie wydawałoby się idealne i jakiś czas taka myśl mi wystarczała. Otóż doszłam do konkluzji, wówczas wydawało mi się, że słusznej, że tak właściwie to Bóg jest jeden, tylko w różnych religiach różnie się go nazywa, różnie czci i tyle. Nawet świętych z religii chrześcijańskiej jakoś sobie poustawiałam z mnogością bóstw w innych religiach, bo to w końcu w każdej jakiś szef tychże bogów był, a tych pomniejszych do świętych porównałam. Proste wydawałoby się to rozwiązanie na jakiś czas mi wystarczyło, jednak ponownie mnóstwo pytań się zaczęło kłębić.

Ale po kolei…

Na wspomnianych katechezach dowiadywałam się, że Bóg jest jedyny, bo nie ma i nie może być innego, no i to kłóciło się potwornie z tym, że jednak były religie politeistyczne, a i te monoteistyczne jakoś albo świętych, albo proroków czciły oddając im cześć boską (że o obrazkach i różnej maści symbolach nie wspomnę).

Szokujące i całkowicie odbiegające od rozumowego poznawania świata było to, że podobno Bóg jest wieczny, bo nie miał początku i końca mieć nie będzie. I tu rodzi się pytanie. Skoro był zawsze, miliardy, sekstyliardy i tak dalej… lat temu, to dlaczego Ziemię i ludzi sobie podobnych stworzył tak późno? Nie czuł się samotny? A może egoistycznie ów świat chciał mieć tylko dla siebie?

Zdaniem religii Bóg jest również niezmierzony, bo wszędzie jest obecny. Skoro jest wszędzie, to dlaczego nie reaguje, gdy gdzieś dzieje się zło? Podobno jest też wszechmocny, więc mógłby. Nie chce mu się? Lubi patrzeć na nieszczęście? Gdyby tak było, to zrozumiałabym ludzką zawiść, bo przecież na podobieństwo Boga podobno stworzeni jesteśmy,. ;) Tu od razu zaznaczmy, że podobno Bóg jest sprawiedliwy, bo za dobre wynagradza, a złe karze. Szczerze mówiąc tu szczęka opada mi zupełnie. Po pierwsze jeśli za dobro nagradza, a za zło karze, to jak wyjaśnić nieszczęścia przytrafiające się małym dzieciom, ludziom dobrym? Ba, nieszczęścia, to mało powiedziane. Na świecie jest tyle wojen, głodu, tragedii i mam rozumieć, że te klęski dotykają złych tylko? Głodujące i ginące w wojnach dzieci też czymś zawiniły? Przecież historia ludzkości, to historia konfliktów, wojen, wyzysku, okrucieństwa. I ja mam rozumieć, że to wszystko dotyka ludzi złych? Był niegrzeczny, więc go rozstrzelać, nie słuchał mamy, to niech głoduje?

Tak teraz sobie myślę, że najlepsi na świecie są biskupi i inni hierarchowie kościelni, bo oni w luksusach bezpiecznie sobie żyją, jest im dobrze, niczym się nie martwią, bo przecież wierni im te luksusy zapewniają. I nieważne, że często przynoszą na tacę ostatni „wdowi grosz”.
Zapomniałabym… Bóg jest jeszcze miłosierny, bo przez przebaczenie i litość najpełniej okazuje swoją wszechmoc. Dziwne, że tylko wybrańcom, nieprawdaż? Jeśli taki miłosierny i wszechmocny, to dlaczego całemu złu świata nie stara się zapobiec???
Ach prawda, Bóg dał człowiekowi „wolną wolę”. Czyli ja jestem dobry, wszechmocny, sprawiedliwy i miłosierny, ale ty człowieku rób, co chcesz? To po co Bogu ta wszechmoc i miłosierdzie, skoro nic z tym nie robi?
I tu ponownie pasują mi słowa Tadeusza Kotarbińskiego: „W obliczu ogromu zła na świecie, byłoby bluźnierstwem posądzać Boga o istnienie.”

Pytań rodziło się mnóstwo, nie sposób wszystkie je tu przytoczyć. Podejrzewam, że każdy myślący człowiek je sobie zadaje. Te wszystkie pytania, ale nie tylko one, spowodowały, że moja wiara słabła. Do tego doszło logiczne myślenie, nauka, która zaprzecza istnieniu jakiejkolwiek istoty transcendentalnej, która miałaby stworzyć świat. Przyznam, że naukowe wyjaśnienie powstania świata przemawia do mnie bardziej, wiara więc w jakiekolwiek bóstwa, moim zdaniem, jest nielogiczna, sprzeczna z rozumem.

Jeśli zaś ktoś mi powie, że przecież na Ziemi jest mnóstwo zjawisk, których nauka wyjaśnić nie może i jedynym wyjaśnieniem ich powstania jest przypisanie ich boskiemu działaniu, to odpowiem tak, jak już napisałam w jednym z wcześniejszych wpisów, że nauka się rozwija. Ileś tam lat temu ludzie nie byli w stanie wyjaśnić sobie wielu zjawisk przyrody, których przyczynę dzisiaj znamy. Wówczas też przypisywano je działaniom różnych bogów, a dzisiaj już wiemy, że to normalne zjawiska przyrodnicze. I tak jest z dzisiaj niewyjaśnionymi zjawiskami. Za jakiś czas nauka poda nam ich rozwiązanie, wystarczy tylko, że naukowcy pokonają kolejne etapy rozwoju ludzkiego umysłu.

Jednak tym, co równie mocno przekonało mnie do tego, że stałam się ateistką, to postępowanie kleru, duchowieństwa, Kościoła jako instytucji pełnej hipokryzji i zakłamania, wykorzystującej emocjonalnie podległych sobie wiernych, mamiącej ich jakimiś zyskami w niebie, by wykorzystać maksymalnie ich naiwność.

Ale to już temat na kolejny wpis.
Pozdrawiam
Maria

Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

Cytat

dawkins

Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

Nie tylko o ateizmie

No nie znoszę, gdy mi ktoś pałęta się po kuchni. Niesamowicie mnie to rozprasza,
a i wzbudza instynkty niekoniecznie pokojowo nastawione do ludzkości. Gdy sama gotuję, to wiem, gdzie co mam, wiem, ile czasu mi zajmują kolejne czynności,
a w związku z tym mogę sobie rozplanować wszelakie kuchenne działania.. Natomiast każda próba ingerencji w moim królestwie przez domowników jest naruszeniem mojego terytorium, a także powoduje, że wkurzona działam chaotycznie, a przy tym i o błędy nietrudno.

Nie tylko w kuchni nie znoszę wtykania nosa w nie swoje sprawy, nie lubię, nie toleruję również, gdy w różnego rodzaju nagonkach medialnych różni „fachowcy” w wielu dziedzinach mówią mi, że mam się tak ubierać, jak nakazuje moda, że w tym sezonie modne są takie a nie inne kolory (mimo, że wyglądam w nich kretyńsko), że powinnam schudnąć, bo nadwaga jest stanowczo be, więc powinnam wylewać siódme poty,
by zrzucić zbędne ciałeczko, które nie przeszkadza moim najbliższym. A już gorączka wściekła dopada mnie, gdy ktoś za mnie próbuje podjąć decyzje światopoglądowe
(czytaj: narzuca mi światopogląd jedynie słuszny w naszym kraju).

Mam swój rozum i to ja zdecyduję, w co mam wierzyć, a w co nie, jakie decyzje podejmować, co do swojej i moich pociech przyszłości (aż rzeczone pociechy z racji osiąganego wieku nie postawią się okoniem i nie zaczną same o sobie decydować. ;) ).

I tez czasami  słowem niecenzuralnym reaguję, gdy ktoś usilnie chce mi narzucić swoje „ja”, więc rozumiem panią Dorotę Wellman, gdy żywiołowo reaguje na ewidentne bzdury. Polecam więc:


http://www.tvnstyle.pl/aktualnosci,1865,n/miasto-kobiet-rozwscieczona-dorota-wellman-klnie-na-wizji,146174.html#forum

Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

W obliczu ogromu zła…

Za Tadeuszem Kotarbińskim powtórzę, iż: „W obliczu ogromu zła na świecie, byłoby bluźnierstwem posądzać Boga o istnienie.”

Czym jest ateizm?

To nie jest kolejna religia, nie jest to także jakaś totalna wrogość wobec Kościołów wszelakich, jak wiele osób sobie wyobraża. To odrzucenie teorii o istnieniu Boga jako sprzecznej z rozumem. Ateista nie zrzuca winy za jakiekolwiek zjawiska w przyrodzie
na działania sił nadprzyrodzonych, a twierdzi jedynie, że jeśli jakiekolwiek zjawisko dzisiaj jest niewytłumaczalne, to tylko dlatego, że nauka nie rozwinęła się w stopniu dostatecznym, by wytłumaczenie znaleźć, czyli potrzeba czasu i pracy naukowców,
czyli ludzkiego rozumu, by to wyjaśnić.

Ateista to jednocześnie racjonalista i materialista. Często bywa, że ludzie twierdzą,
iż ateiści nie mają zasad moralnych, bo te są przypisane wyłącznie działaniu religii. Szczerze mówiąc bawi mnie takie podejście, bo moja ateistyczna moralność zakłada również szacunek dla człowieka i całego otaczającego nas świata.

Richard Dawkins powiedział: ” Odkryłem, że całkiem dobrą strategią, gdy ktoś pyta mnie, czy jestem ateistą, jest uświadomić mu, że on również jest ateistą, wszak nie wierzy w Zeusa, Apollona, Amona Ra, Mitrę, Baala, Thora, Wotana, Złotego Cielca ani
w Latającego Potwora Spaghetti. Ja po prostu poszedłem o jednego Boga dalej.”

Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj

Witam na moim blogu! :)

Tytuł mojego bloga właściwie już wiele mówi o tym, o czym pisać zamierzam. Zaznaczam jednak, że nie zamierzam atakować nikogo za wiarę, a jedynie napisać           o swojej drodze do ateizmu, a także napiętnować niektóre poczynania instytucji kościelnych, pełne hipokryzji.
Homo sapiens sum i mam do tego prawo.
Pozdrawiam i witam na moim blogu.

Maria

Opublikowano Przemyślenia | Skomentuj